Biofilia – nowy trend czy konieczność powrotu do normalności?

biofilia

Utrata naturalnych siedlisk oraz kontaktu z przyrodą, ma wielkie konsekwencje dla zdrowia i rozwoju dzieci.  Przyroda ma wpływ na nasze zdrowie na poziomie komórkowym.

Biofilia to hipoteza wysunięta przez Edwarda O. Wilsona naukowca Uniwersytetu Harvarda. Definiuje ją jako „potrzebę poczucia wspólnoty z innymi organizmami żywymi”. Twierdzi , że istoty żywe mają wrodzone poczucie wspólnoty ze światem przyrody, która jest potrzebna dla prawidłowego rozwoju nas jako jednostek. Każdy z nas pamięta to odczucie kiedy zalewa człowieka fala rozkoszy gdy patrzy na zieleń i piękno przyrody, na to jak wszystko jest logiczne, idealne w swej „nieidealności” i niepowtarzalnie stworzone przez „projektanta doskonałego”. Wszystkie pola, lasy, potoki, rzeki, morza to dar od natury dla nas. Przez obecny pęd życia oraz to, że zamieszkujemy miasta, zostaliśmy odcięci od przyrody.

Pragnę przedstawić Theodora Roszaka, który w swojej książce Voice of Earth pisze o pojęciu psychologii ekologicznej, która z biegiem czasu przyjęła miano ekopsychologii. Współczesna psychologia oddziela życie wewnętrze od zewnętrznego, mowa tu o duchowym i cielesnym aspekcie, o stłumionej podświadomości ekologicznej, która odpowiada za nasze scalenie z ewolucją Ziemi. Przyjmując, że wszyscy jesteśmy jednym, nie możemy odciąć się od wpływania na planetę i zarówno od jej wpływu na nas i nasze zdrowie. Kiedy to próbujemy zrobić, żyjemy w betonowych miastach i domach, nasze dzieci chodzą do „betonowych przechowalni” i szkół nie będziemy tryskali polotem, szczęściem i zdrowiem. Dziecko nie będzie poprawnie funkcjonowało i wykorzystywało swojego potencjału w 100% jeśli nie będzie miało częstego kontaktu z naturą. Zatraci swoje samozachowawcze instynktowne działanie, które wspiera przyroda. Mowa tu o przyrodzie, która nie została zaprojektowana czy poprawiona przez człowieka.


Dziś żyjemy w epoce strachu, mamy wiele obaw i lęków. Jesteśmy szprycowani i zarzucani stekiem informacji, które nie napawają optymizmem. Ukojenia powinniśmy szukać w przyrodzie, która korzystnie wpływa na naszą równowagę, wyciszenie, przywraca upragniony balans, wspomaga koncentrację.  T. Wilson mówi nam o tym, że w żadnej epoce oddzielenie człowieka od natury nie było tak wyraźne jak dzisiaj. Pamiętacie, jak dziadkowie mówili, że nic tak nie przynosi ulgi jak praca w ogródku i solidne przekopanie kilku grządek? Mieli rację. Dziś dzieci wolą uprawiać plantację kukurydzy w SIMSach [gra komputerowa] czy tworzyć swe światy w innych atrakcyjnych grach elektronicznych, nieangażujących ich ciał do ruchu i nie wymagających od nich wyjścia z domu. „Obecne dzieci” ery komputerów, nie pasjonują się już wzrostem roślin, nie dostrzegają emocji u zwierząt, nie podziwiają piękna świata przyrody.  Dodam, że związek między otyłością a zabawą na dworze jest oczywisty. Według danych CDC w latach 1989-1999 populacja dzieci z nadwagą w wieku od 2-5 lat wzrosła o 36%. Około 60% otyłych dzieci w wieku 5-10 lat wykazuje co najmniej jeden czynnik dla chorób układu krążenia. W tym samym momencie, gdy wiele dzieci cierpi z powodu niedożywienia, głodu, Światowa Organizacja Zdrowia uznaje siedzący tryb życia jako globalny problem dla zdrowia publicznego. Poza szukaniem związku otyłości u dzieci a złożonościami genetycznymi, mnogością wirusów, bezsennością, wszystko oscyluje wokół dwóch czynników: dziecięca otyłość i niezdrowa żywność.

CDC odkryło, że ilość godzin spędzona przez dzieciaki przed telewizorem, jest wprost proporcjonalna do ilości tłuszczu w ich ciałach.  Jak temu przeciwdziałać? Przecież dzieci uprawiają sporty-piłka nożna, liga kosza… To sporty, które są regularne i mają ograniczoną ilość minut. Potrzeba organizmów dzieci jest inna. Zaangażujmy się czasowo by dzieci mogły przebywać nieograniczoną ilość czasu wolnego w bliskości z naturą. Nie kontrolujmy ich, nie wyznaczajmy terminów, Wtedy dzieci są najszczęśliwsze, mogą doświadczać dogłębnie pozytywnego wpływu przyrody. Zabawy powinny być twórcze, wszechstronnie rozwijające dziecko, zróżnicowane.

Dzieci i Natura

Przyrodę powinniśmy postrzegać jako czynnik leczniczy, łagodzący przesadne emocje w życiu dziecka. Podajemy dzieciom leki, zapisywane przez lekarzy na uspokojenie czy ukojenie stresu u najmłodszych. Taka nastała era, że dzieci są niespokojne a ich reakcja na stres niepokojące. Częste bóle brzuszków i głowy. Szukamy przyczyn nie tam gdzie trzeba. Moim zdaniem, profilaktyka jest lepszym rozwiązaniem, jest nią mądrość przyrody.

Jak wielu z nas pamięta, że życie  płynęło kiedyś zgodnie z cyklami przyrody, przy dźwiękach natury, wpinaliśmy się w to, potrafiliśmy to uczynić jako gatunek ludzki. Nowe pokolenie niewiele już wie o tej możliwości synchronizacji. Jednoczą się raczej z datami spotkań towarzyskich oraz szkoły, pracy, która narzuca rytm. Ja nigdy nie zapominam o fazach księżyca, o porach roku, o porach dnia, o czasie na kontakt z naturą i dumanie na jej łonie. Nigdy nie włączam klimatyzacji w aucie, nie oglądam telewizji. Może i mniej wiem o polityce ale dobrze mi się z tym żyje ☺. Większość społeczeństwa jest tak zarzucana masowo informacją publiczną, że tracimy pierwotną wiedzę i instynkt samozachowawczy. Gdy młodzież dziś wpisuje coś w Google i nie ma, to znaczy, że nie istnieje. A przecież istnieje szerszy, ciekawszy pełniejszy świat wart dziecięcej uwagi.

Otrzymaliśmy zmysły by słyszeć, czuć, wąchać, smakować, dostrzegać coś więcej niż matrixowy, szklany świat. Zatem wyjdźmy z potomnymi do natury i bodźcujmy ich zmysły, nie pozwólmy im utracić kilku wymiarów przestrzeni wokół, na rzecz czterech ścian. Dzieci dziś mają syndrom izolacji i odcięcia, czegoś w rodzaju autyzmu kulturowego. Nowe technologie wzmacniają niestety to zjawisko.  Tylko, że my tracimy zdolność do bezpośredniego doświadczania świata.  

„Dzieci żyją poprzez swoje zmysły. Doświadczenia zmysłowe tworzą most między światem zewnętrznym dziecka, a jego ukrytym światem wewnętrznym, uczuciowym. Poszczególne dzieci sprawdzają się przez interakcję ze środowiskiem. Sztywne, jednolite środowisko będzie ograniczać możliwości zdrowego wzrostu i rozwoju dziecka”.

„Naprawdę wierzę, że w przyrodzie jest coś takiego – kiedy cię otacza, sprawia, że czujesz się częścią większej całości. To pomaga przyjrzeć się problemom z dystansu. Przyroda jest jedynym otoczeniem, gdzie nie muszę natychmiast zająć się swoimi problemami. Bycie wśród przyrody umożliwia oddalenie bez zupełnego odcięcia się od świata”.


Warto obejrzeć:

Nature Is Speaking – Julia Roberts is Mother Nature | Conservation International (CI)

Nature Is Speaking – Julia Roberts is Mother Nature | Conservation International (CI)

mhphilosophy
Marti Halezino
Przeczytaj również

Weź udział w dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

↓