Z Rodziną w świat – Rodzina „Nowej Ziemi”

Czy to nie było by piękne – całe życie podróżować, podziwiając Matkę Ziemię z Rodziną, będąc z nimi blisko, będąc blisko natury, wzmacniać korzenie rodowe, budzić swą świadomość, pogłębiać codziennie doznania?

Tak mnie tknęło kilka lat temu, by zacząć wizualizować taką myśl i obraz. Kiedy spotkałam na swojej drodze mojego Męża, od razu wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie pisani. Nie było racjonalnej siły, która mogłaby zatrzymać to, co rozpoczęło się kiedy pierwszy raz spojrzeliśmy sobie w oczy. Broniliśmy się przed tym odczuciem, że „znamy się od zawsze” i na zawsze, ale los i tak płatał figle na każdym kroku, by nie pozwolić nam się rozdzielić i pójść swoimi, osobnymi drogami.

Było wiele trudnych chwil ale dziś już wiem, że wszystko jest po coś. Co nie zabija to tylko umacnia. Zawsze w to wierzyłam, jednak najtrudniej znaleźć się w trudnej sytuacji i dać rade „puścić myślenie” na rzecz odczuwania. Oddać niezależność i silny charakter na rzecz świadomej współzależności, podjętej z własnej woli, bez naporu partnera. Wtedy jest najciekawiej, gdy musisz uwierzyć, zaufać, zrozumieć plan i choć nie jest on zawsze łatwy do pojęcia na dany czas, to warto uzbroić się w cierpliwość i spojrzeć z „wyższej soczewki”. Udało mi się wielokrotnie wygrać z własnym umysłem i dręczącymi mnie przyziemnymi myślami. Nagrodą za to jest dziś wspólna wizja, moja i mojego Męża, bez wyrywania sobie z rąk pałeczki władzy. Mąż bardzo długo był w systemie finansowym i był w tym dobry, zatem tym trudniej było wyjść mu dla mnie i naszej misji z biznesu i życia korporacyjnego na rzecz prawdziwego życia żywego, którego nie prowadził już od wielu lat. Podpatrywał mnie i zrozumiał, że to co robił to nie jest nic dobrego ani prawdziwego, co więcej potrzebnego człowiekowi by być szczęśliwym, bo nasze szczęście jest gdzie indziej.

Uświadomił sobie, że duży dom to pusty dom, że drogie wakacje w 5 gwiazdkowym hotelu, to wbrew pozorom i modzie – bardzo bezwartościowe i pospolite wakacje. Buntował się i podziwiał na zmianę. Wiele takich przykładów było w każdej sferze życia. Mnie cieszyły małe rzeczy i chwile ulotne, które nazywam szczęściem, bo są nie do uchwycenia. Jego kręciły rzeczy duże, widoczne gołym okiem do zobaczenia, namacalne. Dawno temu uwierzył w wartość pieniądza, tam gdzie ten jej nie posiada. Wpadł w pułapkę, że Jego wartość to ilość osiągnięć. Dlaczego to mówię? Nawiązuję do jednego przypadku, w którym pieniądze miały złe zastosowanie i choć nie trzeba się na nie obrażać, ani przeciwstawiać kategorycznie i skrajnie systemowi, to wiara w pieniądz i sukces jest z gruntu wadliwa. Długie rozmowy o tym pozwoliły nam dojść do ciekawych wniosków, co więcej wykreowaliśmy wspólną wizję opartą na moich i Jego pragnieniach wychowania dzieci Nowej Ziemi, w wolności, bliskości i radości, gdzie jest brak gonitwy i samotności dzieci, wynikającej z rozdzielenia rodziców przez pracę. Prace zobaczyliśmy jako życie codzienne, w którym dzieci aktywnie uczestniczą- dbanie o sad, kopanie grządek, doglądanie zwierząt w gospodarstwie, produkcja produktów do naszego sklepu oraz wykładanie treści dla ludzi by budzić ich świadomość, to wszystko może być po prostu życiem, obecnością tu i teraz, nie trzeba dzielić się przy tym z dziećmi ani partnerem, nie trzeba też dzielić czasu na pracę i “nie pracę”.

Dla mnie JA + TY = DOM = ŻYCIE. Zatem nie mogłabym żyć z mężczyzna, którego miłuję w autonomii i oddzieleniu wynikającym z Ziemskiego systemu, gdyż Duch Święty Boga Ojca i Święta Matka chcą od nas Jednego Ciała, jeśli postanawiamy złączyć się w czystej miłości, zjednoczenie płomienia miłości jest konieczne i nie ma już miejsca na jakieś decyzje wychodzące jedynie od JA, a nie przez wzgląd na MY. Tylko co zrobić by móc współtworzyć wspólnie rzeczywistość, razem doświadczać? Na pewno trzeba się „dobrać”, to pierwszy i najważniejszy krok do obecności i harmonii, wykuć się w ogniu trudności, być chętnym do zmiany, pozyskać wiele nowych przyzwyczajeń i zrezygnować ze starego siebie by stać się nowym człowiekiem. Przyjąć trud zmiany w myśl powiedzenia: ” Jeśli irytuje Cię każde potarcie, jak masz zostać wypolerowany?”.

Jednak za co tu żyć i w jaki sposób?

Stąd też moje pierwsze powyższe pytanie, które zakrawa o wizję Rodziny Nowej Ziemi oraz Ród, który pragniemy razem tworzyć. Być może i TY POWINNIENEŚ BO przecież też JESTEŚ SYNEM BOŻYM, WSZYSCY nimi JESTEŚMY. Z tym odczuciem się urodziłam i zawsze wiedziałam, że spotkam przeznaczonego mi mężczyznę, z którym stworzę przestrzeń miłości. Czekałam cierpliwie, nie wiążąc się z nikim na poważnie, póki nie poczułam, że On chce podobnej wizji bardziej niż ja.

Gdy się poznaliśmy o dziwo mieliśmy identyczne pragnienia i bardzo zbieżne plany, to jak bardzo „wyrywaliśmy sobie słowa z ust i serca” było nie do pomyślenia i przeszło moje najśmielsze oczekiwania. On, tak jak mówił, nie mógł wcześniej ich zrealizować z nikim. Dla nas nie liczyło się nic poza tym przeczuciem i pragnieniem, które miał i które ja miałam, które nas prowadzi do dziś. I bum!

Pierwsze spotkania i randki mijały na wymianie w locie myśli i odczuć, towarzyszyło nam połączenie telepatyczne i wir emocji, jakich bez siebie nawzajem nie byliśmy w stanie znaleźć w nikim. To siła budująca co tylko się zapragnie, siła twórcza z połączenia mężczyzny i kobiety w umiłowanym przeznaczeniu. Po pierwszych „skowronkach”, gdy emocje opadły zaczęły się plany i ich realizacja. My akurat musimy zmagać się z tym, że mieszkamy w kraju, w którym pogoda nas nie satysfakcjonuje. W dodatku oboje kochamy podróżować i doświadczać dzieła Boga w każdym najmniejszym listku, trawie, drzewie, napotkanym zwierzaku, zapachu przyrody, żywiole, przejawie piękna Stwórcy. Zanim się poznaliśmy Mój Umiłowany nie mógł podróżować w taki sposób jak teraz razem to robimy – tanio a wesoło i prawdziwie wartościowo. Teraz znaleźliśmy wspólny model podróży, jako koneserzy Dzieła Stworzenia myślimy o wychowaniu „dzieci w drodze”. Tak, w trasie, by doświadczały jak najwięcej, byśmy sami mogli je uczyć, by miały zabawę życiem bez „ławkowego” edukowania się, by mogły doświadczać znajomych różnych kultur, uczyć się języków w praktyce. To odważne, ale jak pomyślę jak odważne jest żyć w matrixie i wierzyć w pozorne bezpieczeństwo to od razu moje myśli biegną do naszego planu. Myślimy o ciągłej podróży by nasz dom był stabilny i byśmy byli ciągle razem a zmienny było jedynie otoczenie i środowisko. Pogoda różna, ale piękna i budząca pozytywne odczucia. Dlatego właśnie chce podzielić się moim pomysłem, gdyż znajdzie się pewnie więcej kochających par, które mają wyższe poczucie misji i chcą zamanifestować się w niestandardowy dla dzisiejszych czasów sposób, a jakże naturalny z punktu widzenia natury. Par, które pragną doświadczać we dwoje, być ze sobą więcej czasu bliżej siebie, czuć i wspólnie działać, tworzyć, roztaczać piękno wokół siebie tworząc własną przestrzeń miłości.

Każde dziecko przychodzi na świat z własnymi predyspozycjami i uwarunkowaniami genetycznymi, ze swoją misją dla świata i swojego Stwórcy dlatego musimy być gotowi jako rodzice, na Jego przyjęcie i pewni, że chcemy sprostać roli, oddając się i poświęcając bez reszty. Inne dusze, które pragną doświadczać dla własnego rozwoju, nie powinny powodować na świat potomstwa. Ja i Mój partner godzinami debatujemy o dzieciach i wychowaniu, o błędach wychowawczych, o wadach systemu edukacji, o tym jak można zapoczątkować i wdrożyć nową wizję rodzicielską w bliskości a może nawet we wspólnocie ludzi, która kieruje się suwerennością i integralnością. A każdy ma w niej swoje obowiązki i aktywności oraz daje na jej rzecz swoje talenty.

Children posing for the camera inside van

Jestem przekonana, że kierunek jest właściwy i może się przydać także Tobie i Twoim Dzieciom a przede wszystkim wpłynąć na rozwój świadomości kolejnych istot, które pojawiają się by podnieść wibrację Ziemi i świadomość w kierunku, który będzie konsekwencją takiego odpowiedzialnego i harmonijnego postępowania. Oczywiście wymaga to odwagi i poświeceń, postawienia na jedną kartę i zmiany priorytetów, u wielu z nas zmiany nawyków i przekonań, które nam wpierano od małego. Wymaga to też niezłomnej wiary w słuszność tego pomysłu, który nie jest standardowym ani honorowanym przez system. Nie jest też łatwym, wszystko co na pozór wygląda wyjątkowo, u podstaw wymaga pracy organicznej i sporego wkładu zaangażowania. Jednak warto, gdyż na szali kładziemy nową możliwość wychowania nowej armii dzieci mogących być wolnymi i szczęśliwymi, zamiast kolejnych niewolników systemu, mogą być tymi, które zmienią kawałek ludzkiej mentalności i podwyższą świadomość. To właśnie moje marzenie i czuje, że całkiem realne.

Odpowiadając na pytanie z pierwszego akapitu, to niezaprzeczalnie TAK! Byłoby cudownie! Jednak co z racjonalnymi pytaniami umysłu? Co z edukacją mojego dziecka, za co będziemy żyć, gdzie będziemy mieszkać?

Na te pytania odpowiem wkrótce, gdy to wszystko stanie się rzeczywistością 🙂

mhphilosophy
Marti Halezino
Przeczytaj również

Weź udział w dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

↓